Słońce na wschodzie jest tym samym słońcem, co na zachodzie. Niebo i słońce jest jedno. Po cóż więc podziały?
środa, 2 stycznia 2013
czwartek, 27 grudnia 2012
Duchowość ponad podziałami
Człowiek,
istota duchowa, wyraża swą duchowość pod różnymi postaciami i
zmierza do szczytu różnymi drogami. Jednak czysta
duchowość pozostaje nienaruszona i zawsze ta sama w swej istocie,
mimo różnych postaci, jakie przybiera i dróg, którymi prowadzi.
Czysta duchowość zasiewa w świecie pokój i pobudza do dobroci –
do miłości i czynienia dobra.
Mimo
tej jedności duchowości, człowiek wciąż się dzieli, patrząc
tylko na odbicia i różnice wyrazu. Jeden widzi biały odblask
duchowości, a inny czerwony. Jeden utożsamia się z bielą, a drugi
z czerwienią. Zaślepiony, chwyta się jednej tylko barwy,
zapominając o przestrzeni nadprzyrodzonej – bezbarwnej, i o jej
wielobarwnych przejawach. Jak małe dziecko, chwyta się jednej tylko
strony, nie widząc całości.
Rozmowa
o Jezusie i Buddzie
między wędrowcem a ojcem franciszkaninem
Ojciec: Powiedz, jak
postrzegasz Buddę i kim jest dla Ciebie Jezus?
Wędrowiec: Przyznaję, że moja dusza nie widzi różnicy między Jezusem a
Buddą. Widzę Buddę jako postać
Jezusa Chrystusa, ale nie zaprzeczam przez to
jednorodzoności Bożego Syna.
Ojciec: Jakże Budda miałby być postacią Chrystusa?
Wędrowiec:
Otóż będąc obrazem
Wiecznego Świętego (albo Wiecznego Buddy), jest On
Tym, który jako Słowo zrodzony jest z Wiecznej Myśli; jest Synem z Ojca. Same święte pisma
buddyjskie nadają Buddzie przydomek Zbawiciela albo Zbawiciela Świata,
przez co jeszcze wyraźniej zaznacza się Jego podobieństwo do Syna
Bożego, Jezusa (Zbawiciela).1
O samym Buddzie mówi się jako o
Wszechwiedzącym i pełnym miłości do wszystkich istot. Są to
przymioty Boskie i tylko Bóg posiada w doskonałym stopniu te dwa
pierwiastki mądrości i miłości. Pod tym względem nie ma więc
trudności, aby widzieć w Buddzie Syna Bożego, jedną z osób
Trójcy Świętej. Potwierdzałby to także sposób
życia Buddy i Jego przykład. Ponadto przydomki, takie jak Obrazowa
Postać, Zbawiciel, Wszechwiedzący, Święty, nie zostały nadane
tylko przez zauroczonych wyznawców, ale widać je jako rzeczywiste imiona
osoby zwanej Buddą, potwierdzone przez Jego święte słowa i czyny.
Ojciec:
Czy widzenie Buddy jako postaci Boga nie przeczyłoby jednorodzoności
Syna Bożego?
Wędrowiec:
Otóż Syn Boży jest
jednorodzony jako Słowo zrodzone z Boga, niezależnie od postaci
jaką przyjmie. Tę niezależność postaciową ukazać mogą trzy przykłady:
przykład uczniów idących drogą do Emaus, przykład opłatka ze
Mszy Świętej i przykład zmiennej postaci obrzędu Mszy. (Powiem o tym jeszcze później).
W
wyznaniu wiary chrześcijańskiej słyszymy: „Wierzę w Boga, Ojca
Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi, wszystkich rzeczy
widzialnych i niewidzialnych, i w jednego Pana, Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed
wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg
prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny
Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas, ludzi, i dla
naszego zbawienia zstąpił z nieba, i za sprawą Ducha Świętego
przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem...”
Jest
więc Ten Syn Boży jednorodzony, bo był zrodzony z Boga jako Jedyny
przed wszystkimi wiekami, a Bóg nie rodzi z siebie nic prócz Boga.
Dlatego jest Bogiem z Boga, Światłem ze Światła, Prawdziwym z
Prawdziwego. Stał się zrodzony, ale nie stworzony. Dlatego
zachowuje swój pierwotny stan jednorodzonego mimo swego wcielenia w
człowieku – mimo postaci jaką przyjmuje. To Przedwieczne Słowo
przyjmuje ciało i staje się człowiekiem z Miłości – za sprawą
Ducha Świętego. W tym Słowo jest jednorodzone. Jednorodzoność
nie oznacza jednopostaciowości Jezusa Chrystusa. To znaczy nie
wyklucza ona, że Jezus Chrystus, Słowo Boże, może przyjąć wiele
postaci. Wykażę to teraz przez trzy przykłady: przykład różnych
postaci Zmartwychwstałego Chrystusa, przykład postaci opłatka i
przykład różnych postaci obrzędu Mszy Świętej.
W
Ewangelii według św.
Łukasza (24,13-35)
napisano o tym, jak zmartwychwstały Jezus ukazuje się swym uczniom
w drodze do Emaus. Uczniowie idą drogą, omawiając zdarzenia jakie
właśnie zaszły w Jerozolimie – o tym, jak zabito Syna Bożego.
Nagle przyłącza się do nich obcy człowiek i pyta o czym tak
rozmawiają. Wtedy uczniowie opowiadają wszystko nieznajomemu, a ten
na podstawie ich wypowiedzi zaczyna wyjaśniać im stare pisma
prorockie, odnosząc je do Chrystusa. Później uczniowie zapraszają
towarzysza do wspólnego posiłku i tam rozpoznają w nim Jezusa, gdy
widzą jak błogosławi i łamie chleb, dzieląc się z innymi. Wtedy
Jezus nagle znika im z oczu. Podobne zdarzenie zmiany postaci
zmartwychwstałego Jezusa opisane jest w Ewangelii
św. Jana (J 21), kiedy
apostołowie łowią ryby, a z brzegu wzywa ich jakiś nieznajomy,
którego jeden z apostołów rozpoznaje jako Jezusa.
Czy
nie wydaje się możliwe, że Jezus ukazał się na Wschodzie w
postaci Buddy, w innym miejscu i czasie, a my, chrześcijanie,
szliśmy cały czas obok Niego jak uczniowie z Emaus, mając
przesłonięte oczy (por. Łk 24,16) i nie rozpoznając w Nim
Jezusa?2
Ojciec:
Dlaczego w takim razie Kościół i Papież nic o tym nie
powiedzieli, a dopiero teraz ty jeden masz takie pomysły?
Wędrowiec:
Zdanie
większości i ludzkie godności nie zawsze stanowią o prawdziwości
zdania. W dziejach Izraela na przykład słyszymy, jak wszyscy
prorocy w kraju byli jednomyślni co do pewnej sprawy, a pośród
nich znalazł się jeden o zdaniu odmiennym, które jak się później
okazało było właśnie tym słusznym (zob. opowieść o Micheaszu w
1 Krl 22,1-40). Widocznie jest to zamysłem Boga, że przez długi
czas pozostawia pewne prawdy w ukryciu i dopiero po wiekach pozwala
wyjść im na jaw. Wielu ludzi ma przeczucie tych ukrytych prawd, ale
nie każdy ośmiela się te swoje przeczucia wyraźnie określić i
wypowiedzieć.
Jeszcze drugi przykład wielopostaciowości Chrystusa – opłatek ze
Mszy Świętej. W obrzędzie Mszy chrześcijanie przyjmują Jezusa
pod postacią opłatka zlepionego z mąki. Wcześniej jeszcze w
obrzędzie Mojżeszowym, składano w darze baranka, a na krzyżu w
zastępstwie baranka umarł Jezus – Bóg-Człowiek. Jezus zaś
zanim umarł polecił apostołom, aby wspominali Go pod postacią
chleba. Dzisiaj Kościół stanowczo wyznaje, że opłatek poświęcony
podczas Mszy przez słowo kapłana i łaskę Ducha Świętego jest
rzeczywistym Jezusem Chrystusem. Jeśli zatem Jezus Chrystus stać
się mógł opłatkiem, to czemuż tak trudno uznać, że mógł On
też przyjąć wyraźną postać w doskonałym mędrcu jakim był
Budda? (Używam określenia doskonałego mędrca, bo ono przynajmniej
jest do przyjęcia przez umysły chrześcijańskie).
Trzeci
przykład to zmienność postaci obrzędu Mszy Świętej w ciągu
wieków. Widzimy jak od początków chrześcijaństwa Msza Święta
przybierała różną postać.
Ojciec:
Jedno
w całej Mszy nigdy się nie zmieniło – słowa Jezusa w czasie
poświęcenia – „To jest ciało moje, to jest krew moja...”
itd.
Wędrowiec: Rzeczywiście. Ale nawet te słowa są zmienną postacią, a
znaczenie ma istota tych słów i ona jest wieczna. Prawdziwe
znaczenie ma miłosierdzie, jakie jest wyrażone w tych słowach.
Słowa te mogą być puste i bezużyteczne, jeśli w ślad za nimi
nie pójdzie rzeczywisty uczynek miłosierdzia. Widzimy więc, że
nawet postać słów jest zmienna, bo może być rozumiana właściwie
albo nie.
Kto nie jest przeciw nam, ten jest z nami (Łk 9,50).
Ojciec:
Znasz
wyznanie naszej wiary: „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego”
itd. Buddyści nie
przyznają się do tych słów. Wygląda więc na to, że stoją z
nimi w sprzeczności.
Wędrowiec:
Buddyści
nie przyznają się do nich, bo ani ich nie słyszeli, ani nie
poznali Tego Jezusa, którego my znamy, czyli Jezusa z Nazaretu, syna
Maryi.3
Zauważ, ojcze, że od pierwszych
słów wyznania do tych, które mówią o narodzinach Jezusa z Maryi,
można uznać, że buddyści są zgodni. Później następują słowa
odnoszące się do ziemskiego życia Syna Bożego i tutaj buddyzm
zdaje się stać w sprzeczności z Kościołem, ale nawet jeśli tak
jest, to ma do tego zupełne prawo, bo nie poznał jeszcze
wiarygodnego świadectwa o życiu tego Jezusa (zauważ również,
ojcze, że wiarygodne świadectwo często zależy od wyznawców
żyjących na ziemi – od tego jak opowiadają wyznawaną prawdę i
od czynów jakie spełniają). Jednak mimo to, buddyzm uznaje Boskość
w człowieku, ale dla buddystów tym Bogiem-Człowiekiem był Budda.
Matka
w Izraelu urodziła Jezusa, a ziemie na Wschodzie również
zapragnęły Syna Bożego i tam porodziła inna matka. Jedno Słowo
przybrało więc różną postać w zależności od matek z jakich
się zrodziło, tzn. w zależności od miejsc, czasów i osób do
których przybyło. Matka jest stworzona do rodzenia. W miejscu, w
którym jest potrzebne objawienie Słowa, rodzi ona Świętego, Syna
Bożego. Tak więc matka-ziemia wydała na świat Syna Bożego w
niejednej postaci.
Ojciec:
A reinkarnacja? Buddyści wyznają reinkarnację, a
my, chrześcijanie twierdzimy, że jej nie ma.
Wędrowiec:
W prawowiernym buddyzmie
nie stosuje się właściwie takiego pojęcia jak reinkarnacja, czy
ponowne wcielenie, a wszystkie dawne języki używają słowa
stworzenie albo narodzenie. Ale odrzucając nawet sprawę językową,
słyszeć możemy w buddyjskiej myśli, że np. ktoś, kto jest
człowiekiem, może stać się po śmierci zwierzęciem. Te prawdy
należy rozumieć duchowo, jako przenośnie.
W
buddyzmie jest pojęcie działania, czyli karmy. Jeśli ktoś wykonał
w życiu jakieś działanie, to w przyszłości wyda ona owoc. Jeśli
ktoś umiera nie wykonawszy działania, to pozostawia po sobie jego
ziarna, które później kiełkują w innych osobach, które rodzą
się w świecie. Te osoby podejmując się tych działań, przez więź
duchową mogą poczuwać się, że żyli już wcześniej w innym ciele jako zwierzęta, duchy, bogowie itp. W istocie człowiek w
jednym życiu przyjmuje nieraz zachowania zwierzęce, demoniczne albo
boskie – przyjmuje różny wygląd. Nawet więc tutaj, w sprawie
reinkarnacji, można widzieć pewien wspólny wątek.
Przypomnijmy sobie, jak Jezus nazwał Jana Chrzciciela imieniem Eliasza (Mt
17,12-13). Przywołajmy w pamięci wyjaśnienia Ojców Kościoła,
którzy Mojżesza, Salomona i inne wielkie i mniejsze osobistości z
dziejów Izraela widzieli jako postać Chrystusa (typ, rodzaj,
obraz). Również buddyści patrzą podobnie na sprawę reinkarnacji.
Mimo że widzą w Dalajlamie wcielenie Awalokiteśwary, to wiedzą
też dobrze, że w dziejach świata Awalokiteśwara był inną osobą
niż Dalajlama, a Dalajlama XIII to nie ta sama osoba co Dalajlama
XIV. Postrzegają go jako tę samą osobę (typ) – Wcielenie
Miłosierdzia – ale są świadomi, że w dziejach świata pojawiała
się ona pod różnymi imionami (także w różnych miejscach i w różnych ciałach).
Ojciec:
Wszystko
to herezja. Ale ze
wszystkich opisanych przez Kościół herezji, z taką się jeszcze
osobiście nie spotkałem. Nie dozwalam ci, abyś pozostawał tutaj z
nami. Kiedyś pod natchnieniem Ducha Świętego mógłbyś wygłosić
jakieś zdanie o Buddzie wśród naszych wiernych, a to byłoby
zagrożeniem dla Kościoła.
Wędrowiec:
Dobrze,
pójdę. Zastanów się jednak, ojcze, nad tym,
czy herezja, której jeszcze nie było, nie może być prawdą?4
A Duch Święty czy może natchnąć
do czegoś, co stanowiłoby zagrożenie dla Kościoła? Dlaczegóż
ludzie Kościoła mieliby się bać Buddy, skoro jest im
znajomy Jezus, któremu diabeł nawet nie jest straszny? Widzę
tutaj, ojcze, że Nasz Pan Jezus mało jeszcze został poznany
i wciąż przez swoich jest krzyżowany.
Chciałem ci dać światło zrozumienia, które pozwala przekroczyć
granice ludzkich uwarunkowań i doprowadza do pokoju i miłości
między wszystkimi. Niepotrzebny jest nam strach przed obcością.
Ale nie przyjmujecie, to idę dalej.
1 Oto
kilka wyjątków z książki Nauka Buddy (która jest wyborem
przekładów ze świętych pism buddyjskich; wydanym przez Bukkyo
Dendo Kyokai, Tokyo, Japan), odnoszących się do Buddy jako
Zbawiciela: „Kiedy ten Książę dorośnie i nie opuści pałacu,
wtedy zostanie wielkim królem i podbije cały świat. Ale jeśli
porzuci on pałace i poświęci swe życie religii, wówczas stanie
się Buddą, Wybawcą świata” (I.1.1.2). „Chociaż ciało Buddy
jest trojakie, Jego duch oraz cel jest jeden: wybawienie wszystkich
ludzi” (I.3.1.4). „Ponieważ umysł [rozumiej: duch] Buddy Amidy
z wszelkimi jego nieskończonymi możliwościami miłości i
mądrości jest czystym miłosierdziem, Budda może wybawić
wszystkich” (II.8.1.6). „Budda jest ojcem w Swym miłosierdziu i
matką w Swej dobroci. Ludzie często działają z wielką
gorliwością, przez nieświadomość oddając się ziemskim
namiętnościom. Budda również jest gorliwy w swym miłosierdziu
dla ludzi. Pozbawieni Jego miłosierdzia, są oni bezradni. Jako
dzieci Buddy powinni przyjąć Jego sposoby wybawienia” (I.2.2.4).
„Ludzie na ogół wyobrażają sobie, że Budda narodził się
jako książę i zostawszy żebrakiem, odnalazł drogę do
Oświecenia. W rzeczywistości przygotowanie było bardzo długie,
gdyż Budda istniał zawsze w tym świecie, który nie ma początku
ani końca. Jako Wieczny Budda, znał on wszystkich ludzi i stosował
wszelkie sposoby wybawiania” (I.2.3.1). „Ludzie nie mogą być
wybawieni, jeśli polegać będą tylko na swojej mądrości –
rzekł Budda – muszą uwierzyć i przyjąć moją naukę [tzn.
Słowo]” (I.3.3.5).
2 Z Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego (129): „Jezus Zmartwychwstały jest całkowicie wolny w wyborze form ukazywania się swoim uczniom; może się ukazywać, jak i kiedy chce, i pod różnymi postaciami”.
2 Z Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego (129): „Jezus Zmartwychwstały jest całkowicie wolny w wyborze form ukazywania się swoim uczniom; może się ukazywać, jak i kiedy chce, i pod różnymi postaciami”.
3 W
istocie, gdy byłem w buddyjskich klasztorach w Nepalu i Indiach
mało który z mnichów słyszał cokolwiek o Jezusie. Niektórzy
nie mają nawet świadomości, że była taka postać w dziejach
świata.
4 Wydaje
się, że sam Pan Jezus był niegdyś przykładem takiej herezji.
środa, 19 grudnia 2012
Pustość w chrześcijaństwie
Z
rozmowy z buddystą o wierze chrześcijańskiej. Wymaga poprawek.
Także
chrześcijanin spotyka się z pustością zjawisk i także w
chrześcijaństwie obecny jest pogląd o pustości. Nazywa się to
zazwyczaj nocą ducha albo opuszczeniem przez Boga. Tak pisze na
przykład o swoich doświadczeniach święta siostra Faustyna:
„[Dusza]
z ciemności wpada w większą ciemność, zdaje jej się, że na
zawsze straciła Boga, tego Boga, którego tak kochała. Ta myśl
wprowadza ją w mękę nie do opisania. Jednak ona nie godzi się na
to, próbuje spojrzeć w niebo, lecz daremnie – to sprawia jej
jeszcze większą mękę” (Dzienniczek 98). Z pustości w pustość
– wydaje się, że się straciło wszelkie poczucie rzeczywistości,
którą tak się kochało. Samo odczucie tej utraty, które wiąże
się z poznaniem nieosobowości, braku ja, wprowadza w mękę nie do
opisania. Jednak ponad tę mękę próbuje się patrzeć w niebo –
w to, co jest – ale także i to sprawia wielką mękę. Wszystkie
zjawiska są puste. „Dusza już nie szuka nigdzie pomocy, pogrąża
się sama w sobie i traci wszystko sprzed oczu i niejako jakby się
zgodziła na tę mękę odrzucenia. Jest to moment, któremu nie
umiem nadać wyrazu. Jest to agonia duszy” (tamże). „Ustają
wszelkie pokusy zewnętrzne, milknie wszystko, co ją [duszę]
otacza, tak jak konający traci wszystko, co jest zewnętrzne. Cała
jej dusza jest skupiona pod mocą sprawiedliwego i trzykroć świętego
Boga. Na wieki odrzucona” (101). „Każde wspomnienie Boga jest
morzem nieopisanym cierpień, a jednak jest coś w duszy, co się
rwie do Boga, lecz jej się zdaje, że na to tylko, aby więcej
cierpiała”. Bóg stał się osobą – jakimś ja wyobrażonym po
ludzku – i Jego wspomnienie wywołuje przez to cierpienie, a jednak
serce – uczucie – rwie się do tego uczucia Boga, choć głowa
mówi, że to tylko po to, aby więcej cierpiała, bo dla niej każde
wspomnienie osoby przynosi cierpienie. Mimo że takie patrzenie
wywołało w siostrze cierpienie, to na koniec tej męki „pierzchły
wszystkie ciemności i udręczenia, zmysły zalane radością
niepojętą, władze duszy napełnione światłem” (103). Siostra
pisze jeszcze, że „wobec rzeczywistości bladym to jest, com
napisała. Nie umiem tego wypowiedzieć...” (104), „patrzę na
wszystko innym wzrokiem” (104). Słowa te wydają się wyraźnie
pochodzić od kogoś, komu zostało dane niewymowne poznanie pustości
i kto na wszystkie zjawiska patrzy innym wzrokiem, to znaczy wzrokiem
mądrości, rozumiejącym pustość. Pisze też siostra, że „jeżeli
się Panu podoba jakąś duszę prowadzić przez podobne męki, niech
się nie lęka, ale będzie we wszystkim, o ile od niej zależy,
wierna Bogu. Bóg duszy krzywdy nie zrobi, gdyż jest samą miłością
i w tej niepojętej miłości powołał ją do bytu. Chociaż, kiedy
byłam w tych utrapieniach, nie rozumiałam tego” (106). Owa
przeżyta męka i utrapienia nie są więc rozpaczą ani jakimś
użalaniem się nad sobą. Buddysta może rozumieć słowa siostry w
ten sposób: „Jeśli ktoś ma podobne doświadczenie i chce iść
podobną drogą, nie musi się lękać. Oglądanie pustości niczemu
nie zaszkodzi. Wystarczy tylko, aby taka osoba poddała się temu co
jest i jakie jest („była wierna Bogu”), bez żadnej domieszki
woli własnej, „o ile to od niej zależy”, czyli o ile może się
na to zdobyć. Myślenie i patrzenie krzywdy nie zrobi, bo jest samą
miłością i w tej niepojętej miłości powołuje ono wszystko do
bytu. Chociaż, kiedy jest się w tych utrapieniach, nie można tego
zrozumieć”.
„Co
za ciężka choroba wzroku duszy, która – rażona światłem Bożym
– twierdzi, że Go nie ma, a tymczasem [ono] jest tak silne, że ją
oślepia” (109).
„Jezu
mój, choć noc ciemna wokoło i ciemne chmury zasłaniają mi
horyzont, jednak wiem, że nie gaśnie słońce. O Panie, chociaż
Cię pojąć nie mogę i nie rozumiem działania Twego, jednak ufam
miłosierdziu Twemu. Jeżeli jest taka wola Twoja, Panie, bym zawsze
żyła w takiej ciemności, bądź błogosławiony. O jedno Cię
proszę, Jezu mój, nie dozwól mi, abym Cię miała czymkolwiek
obrazić. O Jezu mój, Ty jeden znasz tęsknoty i bóle serca mojego.
Cieszę się, że mogę choć trochę cierpieć dla Ciebie. Kiedy
czuję, że cierpienie przechodzi siły moje, wtenczas uciekam się
do Pana w Najświętszym Sakramencie, a głębokie milczenie jest
mową moją do Pana”. Mimo że siostra nie widzi, to wie, że
słońce nie gaśnie. Mimo że patrzy na pustość, to świeci
poznaniem. Oto mądrość rozumiejąca pustość. Nie może pojąć
Pana – Bytu, bo w istocie jest On niepojęty, niewyobrażalny. Nie
może zrozumieć Jego działania – bo w istocie jest ono
niezmierne. Mimo to ufa miłosierdziu. To zaufanie miłosierdziu jest
przekonaniem, że rzeczy mimo że są puste, mogą coś znaczyć.
Jest to przekonanie w tym, że puste rzeczy są podtrzymywane przez
Tego, Który Jest, mimo że Ten, Który Jest, jest niedostrzegalny i
niepojęty, istniejący tylko jako imię albo nazwa.
„W
sercu, w duszy mojej jest noc ciemna. Przed umysłem moim jest mur
nieprzebity, który mi zasłonił Boga, jednak ciemność ta nie jest
z mojej przyczyny. Dziwna ta męka, o której w całej pełni lękam
się napisać, ale i w tym stanie staram się być wierna Tobie, o
Jezu mój, zawsze i we wszystkim; serce moje bije tylko dla Ciebie”
(Dzienniczek 1235).
„O
Jezu, jaka ciemność mnie ogarnia i nicość przenika, ale, Jezu
mój, nie zostaw mnie samej, udziel mi łaski wierności. Chociaż
nie mogę przeniknąć tajemnicy dopuszczenia, ale w mojej mocy jest
powiedzieć: bądź wola Twoja” (Dzienniczek
1237). Czy w duszy może się rodzić coś
innego niż mądrość, kiedy nie ma woli własnej i zostawia się
rzeczy takie, jakimi są, nie uciekając od nich, ale patrząc na nie
wprost? Wtedy właśnie widzi się rzeczy takie, jakimi są.
„W
chwilach opuszczenia wewnętrznego nie tracę spokoju, ponieważ
wiem, że Bóg duszy nigdy nie opuszcza – chyba wtenczas jedynie,
jak dusza sama przez niewierność zrywa związkę miłości. Jednak
absolutnie wszystkie istnienia zależą od Pana i utrzymywane są
Jego wszechmocą. Jednymi rządzi miłość, innymi sprawiedliwość;
od nas zależy, pod jaką władzą żyć chcemy, gdyż pomoc łaski
dostatecznej nikomu nie jest odmówiona. Nie zastrasza mnie wcale
pozorne opuszczenie. Badam siebie głębiej, czy nie moja w tym wina.
Jeżeli nie – to bądź błogosławiony” (Dzienniczek
1315).
„Ty,
Panie, wiesz, jak słabą jestem, jestem przepaścią nędzy, jestem
nicością samą, więc cóż w tym będzie dziwnego, jeżeli mnie
pozostawisz samą, i upadnę. (…) O Panie, podnosisz mnie nieraz aż
do jasności widzeń, to znów pogrążasz mnie w nocy ciemnej i w
otchłani nicości mojej, a dusza się czuje jakoby sama wśród
wielkiej puszczy... Jednak ponad wszystko ufam Tobie, Jezu, boś
niezmienny. Moje usposobienie jest zmienne, ale Tyś zawsze ten sam,
pełen miłosierdzia” (Dzienniczek 1489).
„Dziś
od samego rana dusza moja jest w ciemnicy. Nie mogę się wznieść
do Jezusa, czuję się jakoby przez Niego opuszczona. Do stworzeń po
światło zwracać się nie będę, bo wiem, że one mnie nie
oświecą, jeżeli Jezus będzie mnie chciał utrzymywać w
ciemności. Poddaję się Jego świętej woli i cierpię...”
(Dzienniczek 1496).
„Ciemność
duszy. Dziś święto Matki Bożej, a w duszy mojej tak ciemno. Ukrył
się Pan, a ja sama, sama jedna. Umysł mój tak przyćmiony, że
wokoło widzę same widziadła; ani jeden promyk światła nie
wchodzi do duszy, nie rozumiem sama siebie ani tych, co do mnie
mówią. Straszne pokusy przycisnęły mnie co do wiary świętej. O
mój Jezu, ratuj mnie. Nic więcej wymówić nie mogę. Nie mogę ich
wypisać w szczegółach, bo lękam się, aby się kto nie zgorszył
czytając to” (Dzienniczek 1558).
„Choć
opuszczenia, ciemność i różne cierpienia uderzają o moje serce,
jednak tajemnicza moc Boża wspiera mnie i umacnia” (Dzienniczek
1580).
Osoba
zgłębiająca swoją wiarę dochodzi do paradoksów i rzeczywistego
poznania swojego stanu, w którym nie znajduje już więcej żadnego
oparcia. Wierzący widzi nędzę swojego bytu i wtedy nawet Bóg dla
niego nie istnieje – wszystkie pojęcia i wyobrażenia bledną. Po
tym poznaniu jednak przychodzi światło. To poznanie jest światłem,
które oświeca duszę i pokazuje jej, że nie jest ona sama – nie
jest jakimś odrębnym ja. Dusza widzi, że wszystko jest jakie jest
i wszystko trzeba złożyć w ręce Tego, Który Jest. Ten, Który
Jest jest nazywany przez chrześcijan Bogiem. Ta nazwa Bóg jest
jednak tylko odnośnikiem do Tego, co niewyrażalne i niepojęte. Na
początku Bóg istnieje jako odrębne wyobrażenie i przez to, że
jest to wyobrażenie błędne (bo odrębne), powoduje ono cierpienie.
Dopiero po tym jak dusza zatapia się w przepaści tego cierpienia,
zaczyna widzieć prawdziwego Boga, który pojawia się sam z siebie i
jest niepojęty, nie do wyobrażenia. „Oto są Jego drogi dla nas
niezbadane i niepojęte; naszą rzeczą jest poddawać się zawsze
Jego świętej woli. Są tajemnice, których rozum ludzki nigdy tu na
ziemi nie zgłębi, odsłoni nam to wieczność” (Dzienniczek
1656).
O
tej ciemności i nocy ducha pisali jeszcze tacy autorzy jak
Pseudo-Dionizy Areopagita („Teologia mistyczna”) i święty Jan
od Krzyża. Ich dzieła pokazują te sprawy od nieco innej strony niż
święta Faustyna, ale jest to podobne. Jan od Krzyża pisze na
przykład w swoich listach:
„Nie
starajcie się też zbytnio o inne potrzeby nad tę, by serce mieć
wolne. Ubogi bowiem w duchu jest wśród niedostatków bardziej stały
i zadowolony, gdyż wszystko swoje położył w ogołoceniu i w
niczym, stąd też we wszystkim ma swobodę serca. Szczęśliwe nic i
błogosławione osamotnienie serca, które mają taką siłę, że
wszystko sobie podporządkowuje, a samo żadnej rzeczy się nie
podporządkowuje, i wyzbywa się trosk ziemskich, by tym więcej
płonąć miłością!” (List 15, E. Cr., t. III, s. 161n. [św.
Jan od Krzyża, Listy
16], podane za św. Teresa Benedykta od Krzyża, Wiedza
Krzyża, Kraków (Wydawnictwo Karmelitów
Bosych) 2005, str. 367-8)
„Ponieważ
twoja dusza jest wśród ciemności, pustki i ogołocenia duchowego,
zdaje ci się, że wszystko i wszyscy cię opuścili; nie jest to
zbyt dziwne, bo w takim stanie zdaje się nam, że i Bóg nas
opuścił. Otóż nie masz potrzeby zajmować się niczym... Kto nie
pragnie innej rzeczy, tylko Boga, nie chodzi w ciemnościach, choćby
się widział wśród największych mroków i nędzy. I kto nie szuka
przyjemności własnej i pociech ani od Boga, ani od stworzeń i w
niczym nie czyni własnej woli, nie ma się czego lękać ani czym
przejmować” (List 18 (zgodnie z nową numeracją nr 19), do Joanny
de Pedraza, E. Cr., t. III, s. 101n. [św. Jan od Krzyża, Listy19],
podane z Wiedza Krzyża,
jw., s. 368-9).
Siostra
Faustyna napisała jeszcze takie słowa, które świadczyć mogą o
tym, że nie była ona jakimś czarnowidzem, a jej doświadczenia
doprowadzały ją do światłego poznania, czyli do oświecenia:
„Życie
w obecnej chwili upływa mi w cichej świadomości Boga. Nim żyje
moja dusza milcząca, a to świadome życie Boga w mej duszy jest mi
źródłem szczęścia i mocy. Nie szukam szczęścia poza głębią
swej duszy, w której mieszka Bóg, jestem tego świadoma. Czuję
jakoby potrzebę udzielania się innym, odkryłam w duszy źródło
szczęścia, to jest Boga. O mój Boże, widzę wszystko, co mnie
otacza, że jest przepełnione Bogiem, a najwięcej dusza moja, którą
zdobi łaska Boża. Tym, czym będę żyć w wieczności, już zacznę
teraz.
Milczenie
jest mową tak potężną, że sięga tronu Boga żywego, milczenie
jest mową Jego, choć tajemną, lecz potężną i żywą.
Jezu,
dajesz mi poznać i rozumieć, na czym polega wielkość duszy: nie
na czynach wielkich, ale na wielkiej miłości. Miłość ma wartość
i ona nadaje wielkość czynom naszym; chociaż uczynki nasze są
drobne i pospolite same z siebie, to wskutek miłości stają się
wielkie i potężne przed Bogiem – wskutek miłości.
Miłość
jest tajemnicą, która przekształca wszystko, czego się dotknie, w
rzeczy piękne i miłe Bogu. Miłość Boża czyni duszę swobodną.
Jest jak królowa, nie zna niewolniczego przymusu, do wszystkiego
zabiera się z wielką swobodą duszy, gdyż miłość, która
mieszka w niej, jest pobudką do czynu. Wszystko, co ją otacza, daje
jej poznać, że tylko Bóg sam jest godzien jej miłości. Dusza,
rozmiłowana w Bogu i w Nim zatopiona, idzie do obowiązku z tym
samym usposobieniem jak do Komunii świętej i najprostszą czynność
wykonuje z wielką starannością, pod miłosnym spojrzeniem Boga;
nie miesza się, gdy rzecz jaka okaże się po czasie mniej udana,
ona jest spokojna, bo w chwili działania zrobiła, co było w jej
mocy. Kiedy się zdarza, że ją opuszcza żywa obecność Boża,
którą prawie się ustawicznie cieszy, to ona wtenczas stara się
żyć wiarą żywą; jej dusza rozumie, że są chwile odpocznienia i
chwile walki. Wolą jest zawsze z Bogiem. Jej dusza jest jak rycerz
wyćwiczona w boju, z daleka spostrzega, gdzie wróg się ukrywa, i
jest gotowa do walki, ona wie, że nie jest sama – Bóg jest jej
mocą” (Dzienniczek 887-890).
poniedziałek, 24 września 2012
Przestroga przed obcymi wpływami
Obawiajcie
się raczej łatwych przymierzy i pochlebstw jakiegoś cudzoziemca
niż jego oddziałów. Jeśli bowiem będziecie wierni prawu Bożemu
i Ojczyzny, zwyciężycie – nawet jeśli otoczą was potężne
wojska. Kiedy jednak będziecie zdeprawowani przez subtelną
truciznę, daną jako miód upajający przez cudzoziemca, który
snuje przeciw wam zamysły, Bóg was opuści z powodu waszych
grzechów i zostaniecie zwyciężeni i ujarzmieni, nawet jeśli
fałszywy sprzymierzeniec nie wyda krwawej bitwy waszemu hufcowi.
Biada temu, kto nie ma się na baczności jak czujny wartownik i nie
odrzuca subtelnej zasadzki przebiegłego i fałszywego sąsiada,
sprzymierzeńca lub władcy, który rozpoczyna swe panowanie w
jednostkach, osłabiając ich serca i psując je, przy pomocy praktyk
i zwyczajów, które nie są nasze, które nie są święte i które
przez to czynią nas niemiłymi Panu! Biada! Pamiętajcie o
wszystkich konsekwencjach poniesionych przez Ojczyznę z powodu tego,
że niektórzy jej synowie przejęli zwyczaje i praktyki od
cudzoziemca, aby zjednać sobie jego samego i czerpać zyski. Dobrą
rzeczą jest miłość do wszystkich, także do ludów, które nie są
naszej wiary; które nie mają naszych zwyczajów; które nas nękały
przez wieki. Jednak miłość do tych narodów, które są zawsze
naszym bliźnim, nie powinna nas nigdy skłaniać do odrzucania Prawa
Boga i Ojczyzny, z powodu spodziewania się jakiejś korzyści,
wyłudzonej w ten sposób od sąsiadów. Nie. Cudzoziemcy gardzą
tymi, którzy są służalcami zdolnymi nawet do wyparcia się
najświętszych rzeczy Ojczyzny. To nie przez wyrzekanie się Ojca i
Matki, Boga i Ojczyzny zdobywa się szacunek i wolność.
Słowa Jezusa z Poematu Boga-Człowieka VI, 15. Środa przed Paschą. Część I: Dzień (1) (Katowice: Vox Domini).
Słowa Jezusa z Poematu Boga-Człowieka VI, 15. Środa przed Paschą. Część I: Dzień (1) (Katowice: Vox Domini).
Odmiana brzydoty
Jeden
klejnot
nie przyozdobi
trędowatego w łachmanach
jeden święty
nie uświetni
zbrukanego Kościoła
wiele klejnotów
i bogate szaty
nie zasłonią brzydoty trędowatego
wielu świętych
i wspaniałe mądrości
nie zakryją
grzechu w Kościele
nie przyozdobi
trędowatego w łachmanach
jeden święty
nie uświetni
zbrukanego Kościoła
wiele klejnotów
i bogate szaty
nie zasłonią brzydoty trędowatego
wielu świętych
i wspaniałe mądrości
nie zakryją
grzechu w Kościele
cały trędowaty
musi się oczyścić
i odmienić skórę
wszyscy wierni
muszą zrzucić stary błędny zwyczaj
i wlać w siebie świeże szczere życie
niedziela, 9 września 2012
Trędowaty Kościół
Kościół stał się
teraz jak trędowaty człowiek.
Większość więc odchodzi i zostawia tę padlinę.
Szukają zdrowego ciała gdzieś na zewnątrz,
ale nie widzą, że to w ranach tego trędowatego
są uzdrawiające składniki.
Większość więc odchodzi i zostawia tę padlinę.
Szukają zdrowego ciała gdzieś na zewnątrz,
ale nie widzą, że to w ranach tego trędowatego
są uzdrawiające składniki.
środa, 23 maja 2012
Moc bajek
Często
trudno jest ustalić fakty, zarówno obecne, jak i te odnoszące się
do przeszłości. To, co ludzie nazywają faktami podobne jest do
nieuchwytnego mirażu. Można się temu przyglądać, ale trudno
pojąć.
Wiele społeczeństw na świecie zostało zbudowanych na bajkach i baśniach, wiele żywiło się opowieściami, które nie miały miejsca w rzeczywistości. Nieraz było to świadome, nieraz nie. Dlaczego tak bardzo przesycało to myślenie, że stawało się pieśnią życia mimo, że wiedziano, że są to bajki i wymysły? Działo się tak, gdyż w tych bajkach i baśniach zawierało się ziarno prawdy i było ono udostępniane lekko, bez obciążenia ludzkimi celami, zyskami i podstępami. Dzięki tym opowieściom można było spojrzeć na prawdę tak lekko, jak na powietrze, którym się oddycha. Można było poczuć, że ta prawda jest żywa, mimo że była przedstawiana za pomocą nierzeczywistych przykładów – czegoś, co nie miało miejsca w rzeczywistości.
Jeśli bajki mają taką moc i można w nich odnaleźć tak wiele prawd, to dlaczego opowieści o Buddzie i Jezusie, nie miałyby mieć wartości? Dla człowieka wierzącego będą one miały zawsze wielką wartość, zaś niewierzący będzie je zwalczał, żeby nie burzyły jego wyobrażenia o świecie. Te opowieści pokazują, że bajka może być rzeczywistością, że cuda się zdarzają, że dobro jest na świecie pomimo przytłaczających sił zła. Taka wiara, lekka jak powiew wiatru, rozpalona płomieniem serdecznej miłości, rzeczywiście wpływa dobrze na otoczenie. Człowiek potrzebuje odciążenia, a nie obciążenia. Obciążenia są wszędzie wokół, ziemia je stwarza. Obszar ducha ma być wolny od tego i wpatrzony w sprawy niebiańskie. Z lekkim, lotnym duchem można przezwyciężyć całe zło świata. Taki polot wcale nie oznacza utraty przytomnej głowy, skuteczności w działaniu i stawiania mocnych kroków na ziemi. Rzecz w tym, by zachować przynajmniej odrobinę nieba w sercu, by nie stać się całkowicie skostniałym.
Wiele społeczeństw na świecie zostało zbudowanych na bajkach i baśniach, wiele żywiło się opowieściami, które nie miały miejsca w rzeczywistości. Nieraz było to świadome, nieraz nie. Dlaczego tak bardzo przesycało to myślenie, że stawało się pieśnią życia mimo, że wiedziano, że są to bajki i wymysły? Działo się tak, gdyż w tych bajkach i baśniach zawierało się ziarno prawdy i było ono udostępniane lekko, bez obciążenia ludzkimi celami, zyskami i podstępami. Dzięki tym opowieściom można było spojrzeć na prawdę tak lekko, jak na powietrze, którym się oddycha. Można było poczuć, że ta prawda jest żywa, mimo że była przedstawiana za pomocą nierzeczywistych przykładów – czegoś, co nie miało miejsca w rzeczywistości.
Jeśli bajki mają taką moc i można w nich odnaleźć tak wiele prawd, to dlaczego opowieści o Buddzie i Jezusie, nie miałyby mieć wartości? Dla człowieka wierzącego będą one miały zawsze wielką wartość, zaś niewierzący będzie je zwalczał, żeby nie burzyły jego wyobrażenia o świecie. Te opowieści pokazują, że bajka może być rzeczywistością, że cuda się zdarzają, że dobro jest na świecie pomimo przytłaczających sił zła. Taka wiara, lekka jak powiew wiatru, rozpalona płomieniem serdecznej miłości, rzeczywiście wpływa dobrze na otoczenie. Człowiek potrzebuje odciążenia, a nie obciążenia. Obciążenia są wszędzie wokół, ziemia je stwarza. Obszar ducha ma być wolny od tego i wpatrzony w sprawy niebiańskie. Z lekkim, lotnym duchem można przezwyciężyć całe zło świata. Taki polot wcale nie oznacza utraty przytomnej głowy, skuteczności w działaniu i stawiania mocnych kroków na ziemi. Rzecz w tym, by zachować przynajmniej odrobinę nieba w sercu, by nie stać się całkowicie skostniałym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)