Mówiąc po ludzku, Izraelowi opłaciło się uwierzyć w obietnice Boga, gdyż Ten wyprowadził go
z niewoli egipskiej, dał mu pokarm i prawo, przez które otrzymał
możliwość zbawienia i które przygotowało drogi na przyjście
prawdziwego zbawienia – Jezusa Chrystusa.
Słońce na wschodzie jest tym samym słońcem, co na zachodzie. Niebo i słońce jest jedno. Po cóż więc podziały?
poniedziałek, 26 września 2011
sobota, 24 września 2011
Jedyne prawodawstwo
Słowa Jezusa do
faryzeuszów, które należy również odnieść do wszystkich uczonych kapłanów:
„Przywłaszczacie
sobie prawo prawodawców, gdy tymczasem jedynie Bóg jest Prawodawcą
dla swego ludu”. (Poemat Boga-Człowieka III, 166, Katowice: Vox Domini, 2002).
piątek, 23 września 2011
Wyrozumiałość prawdziwego chrześcijanina
Człowiek
jest istotą powołaną do wielkiej miłości. Wielka miłość jest
miłością bezgraniczną. Chrześcijanin żyjący tą bezgraniczną
miłością miłuje ludzi wszystkich wyznań, nie stawiając żadnych
granic swej miłości. Chrześcijanin rozpoznaje w każdym człowieku
odbicie pierwotnej doskonałości, jaką jest Bóg. Chrześcijanin
rozumie, że wszystko co dobre w różnych wyznaniach ludzi, ma swe
źródło w Bogu, Dobru Najwyższym. Nie ma granic w dobroci Dobra.
Chrześcijanin jednocześnie ma wyrozumiałość dla wszystkich
błędów w różnych wyznaniach, wiedząc, że mają one swoje
źródło w ludzkiej słabości, zakorzenionej w pierwotnym błędzie, któremu sami chrześcijanie jako ludzie podlegają.
Prawdziwy chrześcijanin jest więc bratem wszystkich i nikim nie
gardzi. Wszędzie wysławia doskonałość Boga i ma wyrozumiałość
dla niedoskonałości człowieka.
poniedziałek, 19 września 2011
Wierzący, ale nie praktykujący
Tak
zwany wierzący, ale nie praktykujący to także chrześcijanin. On
wierzy, ale jeszcze nie stosuje tego, w co wierzy. Jest
niedziałający, nieczynny – wiara jeszcze w nim się nie ożywiła.
To że nie praktykuje, nie oznacza, że nie ma wiary. Ma wiarę, ale
posiada ją tylko w zarodku – jeszcze jej nie rozwinął.
Przypomina to nieśmiałego zakochanego, który pragnie swej
wybranki, ale nie może nic zrobić z powodu wątpliwości albo lęku.
Taki zakochany nie jest w stanie wykrztusić choćby słowa, a jeśli
nawet wyrazi swoją miłość, to przez brak śmiałości i różne
obawy nie potrafi przystąpić do czynu i okazać prawdziwej
gorliwości. Jeżeli jednak będzie trwał w swej wierze, możliwe że
posiądzie swą miłość, w tej czy innej postaci.
Podobnie jest z każdym wiernym. Wiara na początku jest bardzo cicha, niewidzialna (ledwie zauważalna dla widzących). Wierny pragnie czegoś albo kogoś, ale trudno mu to określić. Pojawiają się różne wątpliwości i lęki. Wierny jeszcze nie jest stały w swej wierze. A więc nawet nie mówi o niej – nie wyznaje; a tym bardziej nie przystępuje do żadnego czynu świadczącego o wierze. Mimo wszystko ma wiarę. Nie można powiedzieć, że jest niewierzącym. Nie jest tylko wyznawcą wiary, ani jej świadkiem. Wymaga on jeszcze upewnienia w swej wierze. Jeśli będzie trwał przy niej, a zwłaszcza jeśli zostanie wsparty dobrymi przykładami, jego wiara się wzmocni i przejdzie do pewności i przekonania – będzie zdolny wyznać swą wiarę słowem. Coraz szerzej też będzie stosował wiarę w życiu, przez co dojdzie do bohaterstwa wiary i poświadczy ją swoim czynem. Ostatecznie odda całe swe życie z miłości dla swego przekonania, które jest święte i uświęcone. Poświadczy swą wiarę doskonale, oddając dla niej wszystko i ze wszystkiego się obnażając.
Nikt nie powinien gardzić taką duszą, która mówi, że „jest wierząca, ale nie praktykująca”. Ona tymi słowami daje tylko znak. Jest to ciche wołanie, pragnienie żywego przykładu wiary, który upewniłby duszę. Dusza w coś wierzy, ale nie znajduje wzoru, nie widzi nic jasno. Potrzebuje przykładu z zewnątrz.
Tym, który ma być przykładem, jest kapłan. Tymczasem często jest tak, że to kapłan nie pokazuje wiary, a wymaga jej świadectwa od innych. Taki kapłan nie pobudza do wiary, ani do niej nie zachęca. Działa na pozór, ale w jego działaniu brak jest korzenia. Nie daje żadnego dobrego przykładu.
W takim przypadku wierząca, ale nie praktykująca osoba skazana jest na zgubę. Dlatego przede wszystkim to kapłani mają się budzić do wiary i pokazywać ją swoim życiem. To właśnie oni mają być pierwszymi świadkami wiary, aby pobudzić do niej innych. Nie mają wymagać od innych wiary, jeśli jej sami nie mają, ani być obłudnikami, ale dawać prawdziwy przykład – przedstawiać wzór, wedle którego można dobrze żyć. Mają to pokazywać własną osobą.
Podobnie jest z każdym wiernym. Wiara na początku jest bardzo cicha, niewidzialna (ledwie zauważalna dla widzących). Wierny pragnie czegoś albo kogoś, ale trudno mu to określić. Pojawiają się różne wątpliwości i lęki. Wierny jeszcze nie jest stały w swej wierze. A więc nawet nie mówi o niej – nie wyznaje; a tym bardziej nie przystępuje do żadnego czynu świadczącego o wierze. Mimo wszystko ma wiarę. Nie można powiedzieć, że jest niewierzącym. Nie jest tylko wyznawcą wiary, ani jej świadkiem. Wymaga on jeszcze upewnienia w swej wierze. Jeśli będzie trwał przy niej, a zwłaszcza jeśli zostanie wsparty dobrymi przykładami, jego wiara się wzmocni i przejdzie do pewności i przekonania – będzie zdolny wyznać swą wiarę słowem. Coraz szerzej też będzie stosował wiarę w życiu, przez co dojdzie do bohaterstwa wiary i poświadczy ją swoim czynem. Ostatecznie odda całe swe życie z miłości dla swego przekonania, które jest święte i uświęcone. Poświadczy swą wiarę doskonale, oddając dla niej wszystko i ze wszystkiego się obnażając.
Nikt nie powinien gardzić taką duszą, która mówi, że „jest wierząca, ale nie praktykująca”. Ona tymi słowami daje tylko znak. Jest to ciche wołanie, pragnienie żywego przykładu wiary, który upewniłby duszę. Dusza w coś wierzy, ale nie znajduje wzoru, nie widzi nic jasno. Potrzebuje przykładu z zewnątrz.
Tym, który ma być przykładem, jest kapłan. Tymczasem często jest tak, że to kapłan nie pokazuje wiary, a wymaga jej świadectwa od innych. Taki kapłan nie pobudza do wiary, ani do niej nie zachęca. Działa na pozór, ale w jego działaniu brak jest korzenia. Nie daje żadnego dobrego przykładu.
W takim przypadku wierząca, ale nie praktykująca osoba skazana jest na zgubę. Dlatego przede wszystkim to kapłani mają się budzić do wiary i pokazywać ją swoim życiem. To właśnie oni mają być pierwszymi świadkami wiary, aby pobudzić do niej innych. Nie mają wymagać od innych wiary, jeśli jej sami nie mają, ani być obłudnikami, ale dawać prawdziwy przykład – przedstawiać wzór, wedle którego można dobrze żyć. Mają to pokazywać własną osobą.
poniedziałek, 5 września 2011
Jeden Zbawiciel
Jezus w
Izraelu i Budda w Indiach nie stwarzają rozszczepienia w Bogu.
Jeden jest tylko Zbawiciel, i to jest Boże Słowo. Ono nigdy nie
może powiedzieć, że są dwaj zbawiciele, bo skłamałoby przeciwko
sobie. A Ono jest Prawdą. Jezus nie powiedział nic
nieprawdziwego i również w słowach Buddy trudno jest się doszukać jakiejś nieprawdziwości. Poznajcie prawdę, a prawda was
wyswobodzi. Czy mogą być dwie prawdy? Tylko dla nierozumnego. W istocie Prawda jest jedna i nie może Ona mówić
inaczej, jak tylko, że jeden jest Zbawiciel. Nie ma innych i nie
będzie. W kategoriach czasu można mówić, że jeden Zbawiciel
objawił się na początku czasu, drugi objawia się teraz, a trzeci
przyjdzie na końcu czasów, ale to zawsze będzie ten sam.
(…) Należy widzieć wszystko w świetle Bożym.
Wartość religii
Różne
religie mają różne wartości, ale nie do człowieka należy ocena
tych religii. Wartość złota próbuje się w ogniu, a wartość
człowieka w piecu poniżenia (Syr 2, 5). Poznajemy człowieka
po jego uczynkach. Tak też jest z religią, którą żyje
człowiek. Po uczynkach poznajemy, czy religia dobra. Dobre drzewo
wydaje dobry owoc, a złe owoc zły (Mt 7, 17).
Prawdziwa
religia to sam Jezus Chrystus. Na tym świecie trudniej jest Go
znaleźć od złota. Nieraz dzikusowi w buszu łatwiej Go znaleźć
niż uczonemu teologowi. Religia dzikusa może mieć większą
wartość w oczach Boga niż religia teologa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
